sobota, 24 sierpnia 2013

być jak Rosjanin

Wiele razy zastanawiałem się, jakby to było, gdybym nie był Polakiem. Gdybym miał możliwość wyboru i mógł zdecydować, jakiej byłbym narodowości. Bywając trochę tu i tam, puszczałem czasem wodze fantazji.

Kiedy byłem bardzo, bardzo małym chłopcem, chciałem być Rosjaninem, takim Grigorijem z "Czterech Pancernych". Grigorij był bohaterski, dokładnie taki, jakim chce być przeciętny mały chłopiec. Przeciętny chłopiec, mimo, że mały, wie, że dziewczynki na to lecą. Za każdym razem, kiedy bawiliśmy się z chłopakami w wojnę, ja byłem właśnie Grigorijem. Żadnym Jankiem, żadnym Gustlikiem a już na pewno nie panem Czeleśniakiem. Nie przekładało się to na jakiś wielki wzrost powodzenia u koleżanek z podwórka, ale cóż. Grigorij jeździł też ogromnym czołgiem a dodatkowo był cholernie przystojny. A każdy wie, że atrakcyjny, odważny mężczyzna z solidnym sprzętem, to stuprocentowy facet i na brak powodzenia narzekać nie będzie nigdy. Na szczęście okazuje się, że do tego wcale nie trzeba być Rosjaninem. Bo bycie Ruskim, jak się ich pogardliwie nazywa, jest obciachowe. Ruskie są dobre pierogi, ale może dlatego, że z Rosją ani ze Związkiem Radzieckim nie mają nic wspólnego.

Równie obciachowe jest bycie Rumunem. Rumuni kojarzą się tylko z żebrzącymi na ulicach dziećmi albo ze złodziejami. Zresztą, odkąd pamiętam, kiedy ktoś wkręcał się na imprezę bez własnej wódki, mówiło się, że przychodził na sępa, na krzywy ryj albo właśnie na Rumuna. Mało kto zastanawia się nad tym, że ci żebrzący na ulicy to Romowie, mogą być rumuńscy, ale równie dobrze słowaccy czy czescy. Zresztą powiedzenie, że przychodzi na Rumuna brzmi jakoś lepiej niż przychodzi na Roma (Romana???). Tu zresztą możnaby obrazić Romana.

A Romcio zawsze był super gościem. Wszyscy naprawdę bardzo go lubili. Wesoły, uśmiechnięty, zawsze w fajnych ciuchach, które dostawał w paczkach z efu (tak mówiło się na NRF, zanim stał się RFN-em). Romek miał w efie dziadków. Dziadek Romana walczył we freikorpsach, ale w czasach, kiedy nie było netu ani encyklopedii, mało kto wiedział o co chodzi. Nie wiadomo w jakich okolicznościach dziadkowie się w Niemczech znaleźli, ale dzięki temu nasz kolega miał niemieckie obywatelstwo. Każdy inny chciał Niemcem być. Niemcy są narodem bardzo bogatym i poukładanym. Tak poukładanym, że aż sztywnym. Przeciętni Niemcy, żeby się rozerwać muszą użyć granatu, jednak po ich ostatnich wybrykach, większość Europejczyków wolałaby tych zabaw nie doświadczać. Więc dobry Niemiec to sztywny Niemiec.

Skoro bez sensu być Niemcem, to kim? Czechem? O Czechach wiadomo tylko tyle, co mówią o nich Niemcy. A Ci twierdzą, że wystarczy tupnąć nogą, by Czesi pochowali się po kątach. Ja akurat tego nie wiem, bo za każdym razem, kiedy tam jestem, widzę pochowanych Czechów, nim jeszcze zdążę tupnąć. Wiadomo też, że język czeski jest tak śmieszny, że rozmowa z nimi przypomina rozmowę z polskim przedszkolakiem. Podobno najpopularniejsze imiona czeskich dziewcząt to Fabia lub Felicja. Jak dla mnie tak samo beznadziejne jak polska Iwona, ale cieszą się dużym powodzeniem u Niemców.

Podobnie u Holendrów. Bycie Holendrem oznacza jednak bycie wrednym. Nawet sam język brzmi jakoś tak niepokojąco, charczą, krztuszą się i duszą, cedząc te swoje słowa. Dlatego być może wydaje się niektórym, że oni nie lubią Polaków i często używają mowy nienawiści. Z dwojga złego lepiej jednak byłoby być Holendrem niż Holenderką. W przeciwieństwie do tulipanów, dziewczyny są tam brzydkie. Są tak brzydkie, że kiedy ulicą idzie jakaś ładna, to od razu biorą ją do telewizji. Dlatego Holendrzy ćpają. Jak jeden mąż. Często z drugim mężem.

Szwedzi wydają się być ok. Bycie Szwedem byłoby i fajne, choć ze względu na bliskość Holandii i ich największego odsetka gejów, możnaby się stać celem polowania Holenderek. A te, jak wiadomo, są brzydkie.

Jest jeszcze wiele innych możliwości, innych nacji. Można sobie chcieć być nawet Islandczykiem. Podobno takie państwo istnieje! Ale bycie Islandczykiem, to jak bycie yeti. Każdy o nim słyszał, nikt nie widział. Nie ulega jedynie wątpliwości, że yeti jest brzydkie. Cały czas trwają dyskusje, czy brzydsze jest yeti, czy Holenderki.

Jakkolwiek..... wybranie bycia kimkolwiek nie jest wcale łatwą sprawą, więc po co się zastanawiać kim by się chciało być, skoro nie mam na to wpływu. I dlatego do cholery jestem Polakiem...







3 komentarze:

bring it