Od Spottera: Cześć. Z racji z tego, że jestem niezwykle kulturalną osobą na początku chciałbym życzyć wszystkim udanych nadchodzących wakacji 2014. Teraz przejdę do rzeczy. Podróżowałem dzisiaj (10 czerwca) autobusem nr 138, było to około godziny 14:20. Jechała tym autobusem między innymi również pewna dziewczyna, którą chcę pozdrowić i to jej jest poświęcone te nietuzinkowe ogłoszenie. Jesteś blo...ndynką o średniej długości włosów. Miałaś na sobie między innymi ubrane okulary przeciwsłoneczne ze złotymi oprawkami, czarne buty, krótkie szorty, różową koszulkę typu top, czarny stanik (wnioskując po widocznych sexy ramiączkach). Posiadałaś również telefon dotykowy z podłączonymi białymi słuchawkami. Jechałaś i siedziałaś obok koleżanki. Z tego co zaobserwowałem przez większość czasu patrzyłaś się na jakiegoś typa w niebieskiej koszulce, który był ryży. Ja stałem na końcu autobusu (ja blondyn, w czarnej koszulce). Nie podszedłem zagadać, ponieważ chwilę przed wejściem do autobusu skończyłem spożywać kebaba i śmierdziało mi czosnkiem z jamy ustnej. Mam nadzieję, że przeczytasz to ogłoszenie i się odezwiesz. Chętnie Cię zaproszę do restauracji KFC na nóżki kurczaka kentucky, ponieważ posiadam na ten produkt zniżkę. Dodam może jeszcze coś o sobie. Mam dobre serce oraz duszę romantyka. Jednak kiedy potrzeba, to też biję się. Spełniam się zawodowo, gdyż moją pasją jest ochrona środowiska (wiem, może wydawać się śmieszne) i pracuję w tej samej branży. Mimo wszystko nie posiadam dziewczyny. Kiedyś koledzy powiedzieli mi, że może tego powodem jest moja sylwetka. Byłem suchar i leszczu. Zmieniłem to zaczynając ćwiczyć na siłowni, uprawiając kulturystykę - mówiąc fachowo. Poszły mi między innymi plecki, bice, klata, a ja dalej nie mam dziewczyny. Mam świadomość, że miłość można znaleźć o każdej porze i wszędzie. Przykładowo mój kolega ,,wziął'' sobie dziewczynę, to znaczy na dyskotece w klubie Energy 2000 podszedł do dziewczyny i wziął ją na plecy zabierając. Tak się poznali i zostali parą.
Pewnie niektórzy trafią tu przypadkiem. Jednych skusi nazwa i chęć przeżycia niesamowitej przygody na boku. Innych, chęć pooglądania gorących akcji. Geneza nazwy jest jednak prosta, jak budowa cepa. Cyber-burdel to pomieszanie z poplątaniem. Pisanie o wszystkim i o niczym. W sieci. Ze zwykłej chęci pisania dla siebie i wprawiania się w tym. Dla przyjemności.
poniedziałek, 23 czerwca 2014
spotter i nóżki kurczaka kentucky
Wprawdzie historyjka nie jest moja, ale świetnie mi tutaj pasuje... Ze spotted KZKGOP :-)
Od Spottera: Cześć. Z racji z tego, że jestem niezwykle kulturalną osobą na początku chciałbym życzyć wszystkim udanych nadchodzących wakacji 2014. Teraz przejdę do rzeczy. Podróżowałem dzisiaj (10 czerwca) autobusem nr 138, było to około godziny 14:20. Jechała tym autobusem między innymi również pewna dziewczyna, którą chcę pozdrowić i to jej jest poświęcone te nietuzinkowe ogłoszenie. Jesteś blo...ndynką o średniej długości włosów. Miałaś na sobie między innymi ubrane okulary przeciwsłoneczne ze złotymi oprawkami, czarne buty, krótkie szorty, różową koszulkę typu top, czarny stanik (wnioskując po widocznych sexy ramiączkach). Posiadałaś również telefon dotykowy z podłączonymi białymi słuchawkami. Jechałaś i siedziałaś obok koleżanki. Z tego co zaobserwowałem przez większość czasu patrzyłaś się na jakiegoś typa w niebieskiej koszulce, który był ryży. Ja stałem na końcu autobusu (ja blondyn, w czarnej koszulce). Nie podszedłem zagadać, ponieważ chwilę przed wejściem do autobusu skończyłem spożywać kebaba i śmierdziało mi czosnkiem z jamy ustnej. Mam nadzieję, że przeczytasz to ogłoszenie i się odezwiesz. Chętnie Cię zaproszę do restauracji KFC na nóżki kurczaka kentucky, ponieważ posiadam na ten produkt zniżkę. Dodam może jeszcze coś o sobie. Mam dobre serce oraz duszę romantyka. Jednak kiedy potrzeba, to też biję się. Spełniam się zawodowo, gdyż moją pasją jest ochrona środowiska (wiem, może wydawać się śmieszne) i pracuję w tej samej branży. Mimo wszystko nie posiadam dziewczyny. Kiedyś koledzy powiedzieli mi, że może tego powodem jest moja sylwetka. Byłem suchar i leszczu. Zmieniłem to zaczynając ćwiczyć na siłowni, uprawiając kulturystykę - mówiąc fachowo. Poszły mi między innymi plecki, bice, klata, a ja dalej nie mam dziewczyny. Mam świadomość, że miłość można znaleźć o każdej porze i wszędzie. Przykładowo mój kolega ,,wziął'' sobie dziewczynę, to znaczy na dyskotece w klubie Energy 2000 podszedł do dziewczyny i wziął ją na plecy zabierając. Tak się poznali i zostali parą.
Od Spottera: Cześć. Z racji z tego, że jestem niezwykle kulturalną osobą na początku chciałbym życzyć wszystkim udanych nadchodzących wakacji 2014. Teraz przejdę do rzeczy. Podróżowałem dzisiaj (10 czerwca) autobusem nr 138, było to około godziny 14:20. Jechała tym autobusem między innymi również pewna dziewczyna, którą chcę pozdrowić i to jej jest poświęcone te nietuzinkowe ogłoszenie. Jesteś blo...ndynką o średniej długości włosów. Miałaś na sobie między innymi ubrane okulary przeciwsłoneczne ze złotymi oprawkami, czarne buty, krótkie szorty, różową koszulkę typu top, czarny stanik (wnioskując po widocznych sexy ramiączkach). Posiadałaś również telefon dotykowy z podłączonymi białymi słuchawkami. Jechałaś i siedziałaś obok koleżanki. Z tego co zaobserwowałem przez większość czasu patrzyłaś się na jakiegoś typa w niebieskiej koszulce, który był ryży. Ja stałem na końcu autobusu (ja blondyn, w czarnej koszulce). Nie podszedłem zagadać, ponieważ chwilę przed wejściem do autobusu skończyłem spożywać kebaba i śmierdziało mi czosnkiem z jamy ustnej. Mam nadzieję, że przeczytasz to ogłoszenie i się odezwiesz. Chętnie Cię zaproszę do restauracji KFC na nóżki kurczaka kentucky, ponieważ posiadam na ten produkt zniżkę. Dodam może jeszcze coś o sobie. Mam dobre serce oraz duszę romantyka. Jednak kiedy potrzeba, to też biję się. Spełniam się zawodowo, gdyż moją pasją jest ochrona środowiska (wiem, może wydawać się śmieszne) i pracuję w tej samej branży. Mimo wszystko nie posiadam dziewczyny. Kiedyś koledzy powiedzieli mi, że może tego powodem jest moja sylwetka. Byłem suchar i leszczu. Zmieniłem to zaczynając ćwiczyć na siłowni, uprawiając kulturystykę - mówiąc fachowo. Poszły mi między innymi plecki, bice, klata, a ja dalej nie mam dziewczyny. Mam świadomość, że miłość można znaleźć o każdej porze i wszędzie. Przykładowo mój kolega ,,wziął'' sobie dziewczynę, to znaczy na dyskotece w klubie Energy 2000 podszedł do dziewczyny i wziął ją na plecy zabierając. Tak się poznali i zostali parą.
piątek, 25 kwietnia 2014
dupa, jesień, średniowiecze
Wczoraj wieczorem przekonałem się boleśnie, co znaczy mieć z dupy jesień średniowiecza. Bo wczoraj wieczorem przyszedł do mnie Adrian. Ehh, ten cały Adrian. Wpadł niby przypadkiem, że podobno był w okolicy, właściwe tuż obok, prawie po sąsiedzku, przyniósł jakieś wino, no i było miło. Bo Adrian to jest naprawdę fajny facet. Zawsze bardzo go lubiłem. Właściwie wydaje mi się, że Adrian mnie tak trochę też. No może bardziej niż trochę. Byliśmy dla siebie kimś więcej, niż tylko kolegami. W końcu zawsze, w każdej kwestii świetnie się dogadywaliśmy. Zawsze mogliśmy też na siebie liczyć, lubiliśmy swoje towarzystwo. No i jak mówiłem, zawsze było miło. Ale nie tym razem.
Bo tym razem bolało...
Choć w zasadzie potrzebowałem dziś relaksu, w trakcie tego cholernego remontu, to przeholowałem z winem. Niewyspany od kilkunastu dni, utyrany od rana do wieczora, załatwiłem się na cacy nędzną butelczyną wina. W dodatku wypitą na spółę. Z kolegą Adrianem. On też był niewyraźny, ale to akurat nic nadzwyczajnego, bo odkąd pamiętam, to miał słabą głowę. I gdy skończyło się wino, wstaliśmy z podłogi i dość chwiejnym krokiem poszliśmy do sypialni, w której rozwaliłem wcześniej pół konstrukcji dachu. Adrian chciał zobaczyć i miał to ocenić swym fachowym okiem. I gdy tak oglądał nadwątlone krokwie, chwycił się sufitu, który runął na mnie, a ja na podłogę, upadając dupą na deskę z gwoździami.
czwartek, 24 kwietnia 2014
biały murzyn
Ten Andrzejek to czasem zachowuje się jak wieśniak. Jak dzisiaj. Akurat palił fajkę przy oknie w kuchni. Wykorzystał moment, gdy nie było w domu mamy, więc trochę przykozaczył. Palił, wydmuchując dym z całych sił, najdalej jak się dało i zobaczył czarnego. Nowego i zarazem pierwszego czarnego w ich klatce. Nie licząc Wietnamek z sąsiedniego bloku, to jedyna egzotyka, jaką Andrzejek widział ostanimi czasy. Wietnamki zresztą od zawsze były trochę podejrzane, bo o ile kojarzę, to nazywają się Kowalskie. Hmmm.
- ty. Rafał. Chodź szybko. Murzyn - zawołał.
- nie murzyn, tylko czarny. Co to ja czarnego nie widziałem?!
- no. Czarny murzyn.
- a widziałeś kiedyś białego murzyna? - zapytałem.
- nie murzyn, tylko czarny. Co to ja czarnego nie widziałem?!
- no. Czarny murzyn.
- a widziałeś kiedyś białego murzyna? - zapytałem.
I właściwie od razu sobie przypomniałem, że ja widziałem. Kiedyś. W tefałenie. Czarnego albinosa, który był cały biały, choć w środku był czarny. Ale to akurat była wyjątkowa sytuacja. Taki wybryk natury. Nie wiem, gdzie oni go znaleźli, ale musiało to być tak samo trudne, jak znalezienie fajnej laski w Rudzie Śląskiej. Choć są tacy, co mówią, że wszystko jest możliwe.
- ja to zawsze bałem się murzynów - powiedział Andrzejek.
- i pewnie bałeś się, żeby ci jakiś nie wyskoczył z telewizora.
- coś ty. Ze mną do szkoły chodzili. I jeden tak się zawsze na nas dziwnie patrzył.
- może miał na was ochotę? - uśmiechnąłem się szeroko, że tak mi się żarcik udał.
- no. Cholera wie. Może to był jakiś ludożerca...
- i pewnie bałeś się, żeby ci jakiś nie wyskoczył z telewizora.
- coś ty. Ze mną do szkoły chodzili. I jeden tak się zawsze na nas dziwnie patrzył.
- może miał na was ochotę? - uśmiechnąłem się szeroko, że tak mi się żarcik udał.
- no. Cholera wie. Może to był jakiś ludożerca...
sobota, 12 kwietnia 2014
edukacja seksualna
- patrz mamo, jakie to miłe, że Lilianka zaprosiła nas na swoją osiemnastkę. Ja jej na swoją nie zapraszałem.
- bo jak ty miałeś osiemnaście lat, to Lilianka była dopiero w planach na przyszły rok.
- bo jak ty miałeś osiemnaście lat, to Lilianka była dopiero w planach na przyszły rok.
Kurczę. Mama to jednak jest bystrzacha. Od dziecka taka była, to znaczy od czasu, kiedy ja byłem dzieckiem. A to powodowało, że strasznie ciężko było zrobić mamę w ch... Znaczy w konia. Było to zwłaszcza kłopotliwe, gdy wyrywałem się, na przykład, na zakupy i chodziłem od sklepu do sklepu, żeby kupować wszystko najtaniej i zaoszczędzić sobie na fajki. Było o tyle łatwo, bo kasy fiskalne były jedynie w supersamie, ale mama skrupulatnie mnie zawsze z reszty rozliczała. Ale ja też byłem bystrym chłopcem. Po mamie. I właściwie nie wpadłbym nigdy z tymi fajkami, gdyby nie ciotka Greta, mama Lilianki.
Ciotka Greta z wujem Adamem odwiedzili nas kiedyś w sobotę, akurat gdy byłem na zakupach. Przyjechali sprzedać samochód na giełdzie. I po wszystkim wpadli do nas. Kiedy, nie spodziewając się niczego złego, wróciłem do domu, natknąłem się na ciotkę Gretę, która mnie wyściskała i wycałowała, po czym głośno skomentowała:
- oj Rafałku, Rafałku. Czuć od ciebie papieroski.
- ode mnie? Niemożliwe. To może od sąsiada, bo palił na dole, a ja stałem obok.
- chuchnij - powiedziała mama.
- sama sobie chuchnij - i plask. Ręka mamy na moim pysku była szybsza niż myśl. To właściwie jedyny raz w życiu, kiedy dostałem od mamy po gębie.
- ojojoj - skomentowała ciotka, cmokając z dezaprobatą.
- oj Rafałku, Rafałku. Czuć od ciebie papieroski.
- ode mnie? Niemożliwe. To może od sąsiada, bo palił na dole, a ja stałem obok.
- chuchnij - powiedziała mama.
- sama sobie chuchnij - i plask. Ręka mamy na moim pysku była szybsza niż myśl. To właściwie jedyny raz w życiu, kiedy dostałem od mamy po gębie.
- ojojoj - skomentowała ciotka, cmokając z dezaprobatą.
A kiedy goście wyszli, miałem trzygodzinną pogadankę na temat palenia, głupoty, niewdzięczności, złego wychowania i takie tam ogólnie. Kurde, już chyba wolałbym rozmawiać z ciotką Gretą na temat mojego ożenku. Bo ciotka Greta, od czasu, gdy skończyłem chyba szesnaście lat, pytała mnie czy mam dziewczynę i kiedy się ożenię. I tak za każdym razem.
A dzisiaj? Dzisiaj Lilianka kończy osiemnaście lat i najwyższy czas, żeby ciotka Greta przeprowadziła z nią rozmowę na tematy seksu. Bo z nami mama o "tych rzeczach" nigdy nie rozmawiała. Ale ciotka Greta ma szansę czegoś jeszcze o seksie się nauczyć.
niedziela, 6 kwietnia 2014
remont sremont
Dżizas. Nic mnie tak nie wku*wia jak myśl o remoncie mieszkania. Zbierałem się do niego dwa lata. Dwa cholernie dłuuuugie lata. Za każdym razem, kiedy wchodziłem do domu, chciało mi się rzygać na widok eleganckich, choć już nieco przykurzonych brązowo-beżowych ścian. Bo i te kolory i ten syf działały na mnie depresyjnie. Wchodziłem i siarczyście kląłem w duchu, obiecując sobie, że za miesiąc, że wiosną, że latem. Jak ja nienawidzę tego kurzu, bajzlu i niekończącej się roboty. A jednak.
W ten weekend wziąłem się ostro do roboty, obmyśliłem plan, lecz jasny szlag go trafił już na samym początku. Kląłem i tyrałem, tyrałem i kląłem. I wciąż tak na zmianę. Od rana do wieczora. No nie ma nic gorszego. Narobiłem się jak diabli, harowałem jak wół, ale w końcu widzę już efekty i jakoś od razu mi tak radośniej. I ma to sens.
Przypomniał mi się Tadek. On też nienawidził remontów. Co do niego przychodziłem, to mówił, że musi się wziąć za malowanie mieszkania. Mówił: kufa, jak ja nienawidzę remontów. Tego całego, cholernego syfu. Muszę się w końcu za to zabrać.
Mieszkanie Tadzia bylo wielkie, więc wcale mu się nie dziwiłem.
Mieszkanie Tadzia bylo wielkie, więc wcale mu się nie dziwiłem.
Po dwóch długich latach wziął się w końcu Tadek za to malowanie. Klął i tyrał, tyrał i klął. I wciąż tak na zmianę. Od rana do wieczora. No nie było nic gorszego. Narobił się jak diabli, harował jak wół, ale końcu widział już efekty i jakoś od razu było mu radośniej. I miało to sens.
Niedługo jednak się nacieszył swym odnowionym mieszkaniem, bo dzień po skończeniu remontu wpadł pod ciężarówkę.
czwartek, 3 kwietnia 2014
don't drive drunk
Obudził się bardzo późnym rankiem, w zasadzie to już chwilę przed południem. Łeb rozsadzał mu tępy ból, w oczach ciemniało, a przy próbie oderwania głowy od poduszki strasznie mu się w niej kręciło. No tak. Zabalował wczoraj na całego, w osiedlowym barze, przy sklepie, na rogu. I przesadził z wódką. Nie pamiętał z wczorajszego wieczoru prawie nic, od chwili, gdy przybił gwoździa i zasnął przy stole. Zresetował się na dobre. Masakra.
Nie wie, jak wrócił do domu, nie wie też, o której. Rozglądał się dookoła, bo do końca nie był pewien, czy jest w swoim łóżku. No dawno się tak nie załatwił. Właściwie to chyba jeszcze nigdy wcześniej nie doprowadził się do takiego stanu utraty swiadomości. Próbował przypomnieć sobie cokolwiek, ale było ciężko. Ból głowy nie ustępował, lecz gdy przymykał oczy, cały świat wirował. I mocno go mdliło. Zachciało mu się pić. Resztkami sił zwlókł się z wyra i zrobił dwa kroki, po czym runął w dół, prosto na podłogę. Wstał, znów zrobił dwa kroki i znów padł jak długi. No. Nie było dobrze. Nim dotarł do kuchni, wywalił się z pięć razy. Średnio co dwa kroki. Ciągle był pijany i wciąż nie pamiętał, co porabiał w nocy i jak z baru wrócił.
Siadł przy kuchennym stole, oparł głowę na rękach i czekał cierpliwie, aż się zrobi kawa. Od tych cholernych upadków bolały go wszystkie kości. Właściwie przypominał sobie, jak spał przy tym stole i gdzieś po północy obudził go barman, mówiąc, że już koniec i że zamykają. Podniósł się powoli i się wypie*dolił. Upadał tak zresztą jeszcze wiele razy. Ostatni raz przed klatką, tuż przed swoim blokiem. Przypomniał sobie również Kowalską spod trójki, jak patrzyła na niego swym zdziwionym wzrokiem. No tak. Bo choć można by rzec, że Kowalska spod trójki widziała już prawie wszystko, to jego zataczającego się po pijanemu widzieć okazji nie miała, choć starał się udawać, że jest całkiem trzeźwy i gdy się podniósł z ziemi, stanął całkiem prosto.
I gdy przypomniał sobie, jak wrócił piechotą, zadzwonili z baru, że wczoraj wieczorem, po ostrej imprezie, zostawił przez przypadek wózek inwalidzki.
środa, 2 kwietnia 2014
bo spiralka była za długa - czyli o antykoncepcji
Krystyna przez całe długie lata była zwolenniczką naturalnej antykoncepcji. Żyjąc zgodnie z naukami swojego kościoła, stosowała wyłącznie kalendarzyk małżeński. Starała się też nie ulegać pokusom męża i używać seksu tylko w celach prokreacji. A że chciała utrzymać Kazika i czasem też jej się zachciało...
Oznaczała więc dni płodne i niepłodne, sporo na ten temat czytała, słuchała też porad eksperta proboszcza i wszystkim się szczyciła, że oni z Kazikiem tylko naturalnie. Bez żadnych pigułek, czy prezerwatywy. Metoda Krystyny okazała się dość zawodna, no chyba, że Kazik czasem ją zaskoczył, gdy dość mocno spała.
W każdym razie, mając trzydzieści dwa lata i ośmioro dzieci Krystyna poczuła, że już jest styrana. Postanowiła porzucić ten swój kalendarzyk i stosować metody bardziej nowoczesne i raczej sprawdzone. Krystyna założyła sobie spiralkę.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby spiralka Krystyny nie była za długa. Bo jadąc PKS-em, do miasta, do pracy i siedząc wygodnie, Krystyna podskakiwała na każdym wertepie. Właściwie na wertepach podskakiwali wszyscy, lecz ona najwyżej, uderzając głową w sufit autobusu. Podróże do pracy były dość bolesne i Krystyna wychodziła wciąż poturbowana. Zaczęły ją wkurzać bandaże na głowie. A wszystkiemu winna przeklęta spiralka, z którą Krycha w końcu bez żalu się rozstała, opisując szkodliwość tej metody w gazetce parafialnej.
poniedziałek, 31 marca 2014
o męskiej przyjaźni Jose i Fernando
O męskiej przyjaźni Jose i Fernando będzie kiedy indziej. Prawdopodobnie. Bo głowy nie dam..
Prędzej chyba zostanę profesjonalnym grafikiem. A całkiem nieźle mi idzie...
sobota, 29 marca 2014
glory, glory, alleluja
To był ostatni dzień jej wakacji. Siedziała w hotelowym barze, leniwie sącząc drinka i rozglądając się wokoło obserwowała ludzi. Znała większość tych twarzy od dwóch tygodni, spotykała je każdego dnia, po kilka razy, przy hotelowym korycie. To znaczy przy szwedzkim stole, w hotelowej restauracji, na wczasach all inclusive, w gorącym Meksyku. Po co ona, do cholery, przyleciała do tego Meksyku? Co ona tu widziała? Piramidy na jednej z fakultatywnych wycieczek? Meksykańską kapelę? Kaktusy w donicach? Wynudziła się jak mops i w zasadzie nie spodziewała się już żadnych atrakcji. Popijając margaritę przeleciała obojętnym wzrokiem jeszcze raz po całym towarzystwie i nagle po drugiej stronie baru zobaczyła JEGO.
- Oooo słodki Jjjjjezusie - zaskomlała w duchu. Oooo jjjaaasna cholera. O święta panienko, zaraz padnę trupem. Ciekawe jak wyglądam?! Ciekawe jak włosy?! No gdzie to lusterko. No przecież...
- Choleera jasna! Matko boska! Psiaaa kreeew! - myśli kotłowały jej się w głowie, gdy nerwowo grzebała w plażowej torebce.
Takich facetów nie widywała na codzień. Z racji wykonywanego zawodu obracała się wśród gejów. Jej serce zabiło mocno, wzrósł puls, a na policzki wypłynęły różowe rumieńce. Płoniła się zresztą dość często, bo na codzień była skromna i raczej nieśmiała. I tymczasem, gdy tak grzebała w tej torebce, szukając lusterka, ON dosiadł się obok, stawiając przed nią, na barze, kolejnego drinka. Czuła, jak oblewa ją fala gorąca, na zmianę z zimnym potem. Czuła wzrastające z każdą sekundą podniecenie. Ten żar palący ją od środka. Uczucie, którego nigdy wcześniej nie zaznała.
Nawet się nie zorientowała, kiedy znaleźli się w hotelowej windzie, całując się namiętnie i nerwowo rozbierając. Ich dłonie błądziły wzajemnie po ich ciałach, ich usta przywierały w namiętnym pocałunku, jego lędźwie przywierały do jej bioder. Zanim dotarli do jego pokoju, byli już prawie nadzy. Jego usta pieściły jej usta, jej szyję, jej piersi, jej brzuch i schodziły coraz niżej i niżej i niżej i...
- aaaaaaaahhhh - wyrwało się z jej piersi. Nikt, nigdy wcześniej nie zrobił jej tak dobrze. Kiedy spojrzała w jego oczy, widziała w nich tylko dziką żądzę. Była cała jego i kiedy w nią wchodził, z rozkoszy omal nie umarła. Cały świat zawirował. Rozstąpiły się niebiosa i nastała jasność i zabiły dzwony. Glory, glory, alleluja. Wiła się na łóżku niczym wąż, jęczała coraz głośniej i głośniej, głośniej biły też dzwony. I zaraz pukanie.
- siostro Małgorzato. Siostro Małgorzato. Matka przelożona wzywa. Na nieszpór znów zaspałaś.
niedziela, 23 marca 2014
czy on ma dużego?
Chłopak od Sabiny to był zwykły wieśniak. Obcięty chyba od gara, w za ciężkich okularach, jakby sprzed trzech dekad, z tanimi tatuażami, które wyglądały jak robione w pierdlu. Nosił za duże swetry i zbyt szerokie spodnie, które zwisały mu na dupie. Chodził zamaszystym krokiem, bujając się na boki, zawsze przygarbiony, a gestami starał się dość nieudolnie naśladować raperów.
Wszyscy patrzyli na nich z niedowierzaniem, że są naprawdę parą. Bo z Sabiny była jednak całkiem niezła laska. Szczupła, zaokrąglona tu i ówdzie, wysoka brunetka, z burzą gęstych loków, lekko opalona, bez przesadnego makijażu. Trzeba szczerze przyznać, że idąc ulicą potrafiła ściągnąć na siebie uwagę. Mogła mieć każdego, ale miała jego. Lecz co ona w nim widziała?
Może że był macho? Bo to okazywał przy każdej okazji. Na przykład, kiedy Sabina wyciągała zakupy z samochodu, zaszedł ją od tyłu, klepnął siarczyście w dupę, zabrał od niej torby i pogonił przodem. Sąsiedzi spekulowali, że musi mieć dużego, bo też się dziwili patrząc co dzień na tak wyjątkowo niedopasowaną parę. Aha. A zakupy akurat Sabina robiła, bo w sobotę miała ją odwiedzić teściowa z Lęborka. I kiedy przyjechała, stanęła w drzwiach i uścisnęła ją serdecznie, na niego spojrzała krytycznie no i powiedziała:
- oj Halina, Halina. Coś ty z siebie zrobiła.
Wszyscy patrzyli na nich z niedowierzaniem, że są naprawdę parą. Bo z Sabiny była jednak całkiem niezła laska. Szczupła, zaokrąglona tu i ówdzie, wysoka brunetka, z burzą gęstych loków, lekko opalona, bez przesadnego makijażu. Trzeba szczerze przyznać, że idąc ulicą potrafiła ściągnąć na siebie uwagę. Mogła mieć każdego, ale miała jego. Lecz co ona w nim widziała?
Może że był macho? Bo to okazywał przy każdej okazji. Na przykład, kiedy Sabina wyciągała zakupy z samochodu, zaszedł ją od tyłu, klepnął siarczyście w dupę, zabrał od niej torby i pogonił przodem. Sąsiedzi spekulowali, że musi mieć dużego, bo też się dziwili patrząc co dzień na tak wyjątkowo niedopasowaną parę. Aha. A zakupy akurat Sabina robiła, bo w sobotę miała ją odwiedzić teściowa z Lęborka. I kiedy przyjechała, stanęła w drzwiach i uścisnęła ją serdecznie, na niego spojrzała krytycznie no i powiedziała:
- oj Halina, Halina. Coś ty z siebie zrobiła.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)